{1} Przedmowa Wydawcy
{2} Księga pierwsza
Motto
Listy od 4 maja do 10 września 1771
{3} Księga druga
Listy od 20 października do 6 grudnia 1772
{4} Wydawca do czytelnika
{1} Przedmowa Wydawcy
Utwór rozpoczyna się krótką przedmową, w której narrator (najprawdopodobniej Wydawca) oznajmia, że wszystko, czego dowiedział się „o dziejach biednego Wertera”, zebrał i zamieścił w tej książeczce. Pragnie, by stała się ona przyjacielem wszystkich czujących podobnie jak tytułowy bohater, gdyż jego duchowi i charakterowi nie można odmówić „podziwu i miłości, a jego losom łez”.
{2} Księga pierwsza
• Motto
Mottem uczynił autor swój wiersz (dodany w wydaniu z 1775 roku), którego pierwsza zwrotka poprzedzała Księgę I, a druga (usunięta w późniejszych wydaniach) Księgę II. Goethe podejmuje w nim wątek miłości, będący zarazem tematem całego dzieła.
Tak być kochana chce każda dziewczyna;
Czemuż w najświętszym z popędów człowieka
Tkwi tak straszliwego cierpienia przyczyna?
• Listy Wertera do przyjaciela
4 maja 1771
Z pierwszego listu dowiadujemy się, że nadawca (Werter), ubolewa nad koniecznością wyjazdu i opuszczenia przyjaciela (odbiorcy listu), lecz było to nieuniknione z powodu nieodwzajemnionego uczucia, jakim zapałała do niego Eleonora. Pisze, że może było w tym trochę jego winy, ale nie chce jak zwykle rozpamiętywać złych spraw z przeszłości, w tym momencie pragnie używać chwili obecnej. Prosi o przekazanie matce, że omówił z ciotką (jej siostrą) nieporozumienia finansowe i że ta gotowa jest zadośćuczynić ich roszczeniom, z których to spraw będzie na bieżąco zdawał relacje. Następnie określa stan swego ducha:
„…Zresztą czuje się tu wcale dobrze. Samotność jest dla serca mego rozkosznym balsamem w tej rajskiej okolicy, a młoda pora roku ogrzewa w całej pełni moje odrętwiałe serce.”
Miasta nie darzy zbytnią sympatią, ale podkreśla zalety pięknej natury wokół i ogrodu na wzgórzu, który szczególnie sobie upodobał i w którym spędza dużo czasu na rozmyślaniach.
10 maja
Werter rozkoszuje się swoją samotnością, choć ubolewa, że przez szczęście, które wypełnia jego duszę, cierpi jego sztuka. Jest bowiem zbyt podekscytowany otaczającym go pięknem, by móc rysować. W kontakcie z naturą dostrzega obecność Stwórcy i żałuje, że nie może oddać niezwykłości tych uczuć słowami.
„…Ale ja ginę z powodu tego, upadam pod przemocą wspaniałości tych zjawisk.”
12, 13 maja
Cały czas podziwia okolicę, w której znajduje ciągle nowe przedmioty zachwytów, będące pożywką dla jego wrażliwej duszy i wybujałej wyobraźni. Nie chce, aby przyjaciel przysyłał mu książki, gdyż przy swym chwiejnym usposobieniu potrzebuje raczej uspokojenia, a nie dodatkowych podniet, których źródłem jest literatura.
15 maja
Dzieli się z przyjacielem wieścią, że zaprzyjaźnił się już z okolicznymi wieśniakami, którzy początkowo nieufnie traktowali jego próby zbliżenia do nich, myśląc, że z nich szydzi, lecz teraz patrzą na niego przychylnie. Nie widzi nic złego w brataniu się z prostym ludem, przeciwnie, uważa, że przedstawiciele klasy wyższej, którzy boją się utraty szacunku przez zniżanie się do poziomu plebsu, zasługują na naganę.
17 maja
Werter poznaje coraz więcej ludzi, jednak w nikim nie znajduje pokrewnej duszy. Spędza dużo czasu pośród prostego ludu, czując jednocześnie swoją odrębność:
„…A jednak być nierozumianym to los takich jak my!”
Wspomina zmarłą towarzyszkę z przeszłości, z którą łączyła go nić porozumienia, jakiego teraz próżno szuka. Pisze też, że spotkał dwoje miłych ludzi i „kilka dziwacznych oryginałów, z których wszystko jest nieznośne”.
22 maja
Werter radzi sobie ze swoją odrębnością i niezrozumieniemi, uciekając we własne wnętrze („Wracam w siebie i znajduję świat!”). Docenia naturalność, jaka cechuje dzieci i mówi, że szczęśliwi są ludzie, którzy potrafią żyć tak jak one. Innych, którzy poświęcają się wielkim dziełom, także nazywa szczęśliwymi. Sam jednak zdaje sobie sprawę, że zarówno jedni jak i drudzy, bogaci i biedni, wszyscy jednakowo są ludźmi, i ta świadomość napawa go radością. Twierdzi, że podobnie cieszy się z poczucia wolności, jakie daje każdemu człowiekowi możliwość porzucenia życia, kiedy tylko zechce.
26 maja
Werter opisuje Wilhelmowi urokliwy zakątek, jaki sobie upodobał – wzgórze w miejscowości Wahlheim. Ma tam swoje ulubione miejsce na placyku przed kościołem, gdzie w cieniu lip rozmyśla i szkicuje. Oddając wiernie naturę, dochodzi do wniosku, że nie ma nad nią nic wspanialszego i że człowiek nie powinien starać się jej udoskonalać.
„…To utwierdziło mnie w postanowieniu, by na przyszłość trzymać się tylko natury. Ona jest nieskończenie bogata i ona jedna tworzy wielkiego artystę.”
Następnie przyrównuje reguły rządzące sztuką do życia mieszczańskiego społeczeństwa. W obu przypadkach postępowanie zgodne z nakazami rozumu i konwenansem zabija spontaniczność, uczucia i artyzm. Człowiek, który kieruje się normami obyczajowymi czy też szkolnym kanonem piękna, nigdy nie będzie naprawdę kochał ani nie będzie prawdziwym artystą.
27 maja
Werter relacjonuje, jak podczas jednego popołudnia, kiedy malował dzieci na wzgórzu, nadeszła ich matka, z którą wdał się w rozmowę. Okazało się, że jej mąż wyjechał do Szwajcarii po spadek, a ona sama zajmuje się dziećmi i obowiązkami domowymi. To zdarzenie skłania Wertera do refleksji nad szczęściem, jakim obdarzeni są prości ludzie, których troski ograniczają się do codziennych, prozaicznych zadań.
„…jeśli mnie opuszczają zmysły, to cały ten zamęt łagodzi widok takiego stworzenia, które w szczęśliwym spokoju obraca się w ciasnym kole swego istnienia, radzi sobie z dnia na dzień i widząc opadające liście, myśli przy tym tylko, że zima nadchodzi.”
Od tego dnia Werter często przychodzi na wzgórze spędzać czas z dziećmi, które do niego przywykły i bardzo go polubiły.
30 maja
Werter dzieli się z Wilhelmem zachwytem, w jaki wprawił go parobek, opowiadający mu o swoim przywiązaniu do wdowy, u której służy. Młody panicz jest pod wrażeniem czystości uczucia i zaangażowania, z jakim prosty człowiek mówi o starszej kobiecie. Rozważa nawet, czy nie wybrać się do niej i nie poznać jej osobiście, ale boi się, że mógłby zobaczyć ją inną, niż widzi parobek i zepsuć sobie piękne wyobrażenie na jej temat.
16 czerwca
Werter wyjaśnia, czemu długo nie pisał. Tłumaczy, że zawarł znajomość, która „bliżej obchodzi jego serce”.
„…Anioła? Fe! To mówi każdy o swojej! Prawda? A jednak nie jestem zdolny wypowiedzieć ci, jak jest doskonała, dlaczego jest doskonała; dość, że opętała całą mą duszę.
Tyle prostoty przy takim rozumie, tyle dobroci przy takiej mocy, tyle spokoju duszy przy prawdziwym i czynnym życiu.”
Opowiada, jak to w drodze na wiejski bal miał wstąpić ze swoją partnerką i jej ciotką po Charlottę S., córkę komisarza S., wdowca, będącego ojcem dziewięciorga sierot. Ciotka uprzedziła go, żeby nie zakochał się w pięknej pannie, gdyż jest już zaręczona, a jej narzeczony wyjechał tylko dla uporządkowania spraw majątkowych i zdobycia lepszej pozycji. Kiedy zajechali pod leśniczówkę, okazało się, że panna jest jeszcze niegotowa. Werter poszedł po nią do domu i jego oczom ukazał się niezwykły widok. W sieni stała dziewczyna, krojąca chleb, a następnie podająca go ośmiorgu swojego rodzeństwa. Scena ta urzekła młodzieńca tak bardzo, że oniemiał z zachwytu. Charlotta przeprosiła, że musi na nią czekać, ale dzieci nie chcą przyjmować wieczerzy od nikogo poza nią. Urzekła go szczerość, z jaką rodzeństwo zwraca się do najstarszej siostry, jakim szacunkiem i uwielbieniem ją darzy. Pożegnawszy podopiecznych, Lotta udała się z Werterem i paniami na bal. W karecie między nią a młodzieńcem wywiązała się rozmowa na temat książek i okazało się, że gustuje ona w tych samych co on autorach. Gdy zajechali na miejsce zabawy, panie zostały odprowadzone przez swoich tancerzy na salę. Werter nie mógł napatrzeć się na grację, z jaką Lotta tańczy. Marzył o tym, aby doczekać w końcu swojej szansy. Ta nadarzyła się wkrótce, gdy Lotta zaproponowała mu, by został jej partnerem w walcu, gdyż zarówno jej tancerz, jak i jego partnerka nie potrafią go tańczyć, ona zaś bardzo go lubi.
„…Nigdy mi tak lekko nie było. Nie byłem już człowiekiem. Trzymać miłe stworzenie w ramionach i lecieć z nim jak burza, aż wszystko ginęło wokoło! […] przysiągłem sobie, że dziewczyna, którą bym kochał, co do której miałbym zamiary, nie mogłaby nigdy tańczyć walca z nikim innym, tylko ze mną, chociażbym miał za to zginać.”
Taneczne zapamiętanie młodej pary zwraca uwagę obecnych. Jedna z pań dobrotliwie grozi Lotcie palcem, wymawiając imię Albert. Na pytanie Wertera, kto to taki, dziewczyna szczerze odpowiada, że to „dzielny człowiek, z którym jest prawie zaręczona”. Uświadomiwszy sobie znaczenie tych słów, młodzieniec myli kroki i z trudem wraca do figur, które i tak po chwili miesza panika, jaką wywołuje wśród panien nadchodząca burza. Lotta, żeby rozładować napięcie i dodać towarzystwu odwagi proponuje grę, w wyniku której wszyscy zapominają o grzmotach i piorunach. Później wyznaje Werterowi, że sama się bała, ale musiała stać się odważna, żeby innym dodać otuchy. Urzeczona pięknem krajobrazu po przejściu ulewy, ze łzami w oczach wymienia nazwisko poety, na dźwięk którego Werter całuje ją w rękę, równie wzruszony.
19 czerwca
Werter kontynuuje swoją opowieść o tym, jak wracając z balu o świcie, oboje z Lottą nie spali, rozkoszując się wschodem słońca. Następnie odprowadził ją do bramy, a ona zgodziła się, aby jeszcze tego samego dnia ją odwiedził. Od tamtej chwili nie może myśleć o niczym innym, a cały świat jest mu obojętny.
21 czerwca
Werter przekazuje przyjacielowi, że jest szczęśliwy i że całkowicie zadomowił się w swoim ulubionym Wahlheim, gdyż stamtąd ma jedynie pół godziny drogi do leśniczówki, w której mieszka Lotta. Wspomina, jak zachwycał się wszystkim wokół, kiedy przybył w te okolice, wszystko chciał zobaczyć z bliska, lecz nigdzie nie znajdował tego, czego szukał. Teraz zaś może w pełni rozkoszować się prostym wiejskim życiem, które wiedzie – mieszkając w gospodzie, zbierając warzywa, gotując i czytając Homera.
29 czerwca
Werter opowiada, jak któregoś dnia, kiedy bawił się z rodzeństwem Loty, zobaczył go lekarz. Widok tej zabawy („…jedne z nich łaziły po mnie, inne przekomarzały się ze mną, a ja je łaskotałem podnosząc z nimi wielką wrzawę.”) zgorszył go tak, że później rozpowiadał po mieście, że dzieci komisarza są i tak niegrzeczne, a Werter psuje je do reszty. To staje się pretekstem do snucia przez Wertera refleksji na temat wyższości dzieci, które według niego są prostymi, czystymi istotami, lepszymi niż skrzywieni przez wychowanie dorośli.
1 lipca
Werter żali się, że Lotta wyjechała do miasta na kilka dni, opiekować się umierającą kobietą. Opisuje, jak tydzień wcześniej pojechali z wizytą do pewnego starego proboszcza, którego widok Lotty bardzo ucieszył. Spotkali też jego córkę z narzeczonym, który nie przypadł Werterowi do gustu ze względu na swoje chmurne usposobienie. Kiedy Werter rozmawiał z jego narzeczoną, ten spochmurniał jeszcze bardziej. Lotta dyskretnie zwróciła bohaterowi uwagę, że chyba zbyt uprzejmie odnosi się do Fryderyki. Podczas kolacji u probostwa Werter wygłosił przemowę na temat złego humoru, w którym dowodził, że jest on przejawem egoizmu, odbiera bowiem radość innym, co czyni z niego zbrodnię. Mówiąc o potrzebie zwalczania go i pokornego znoszenia go we własnym wnętrzu, unosi się w polemice ze Schmidtem do tego stopnia, że wzruszony musi opuścić towarzystwo. Lotta zarządza powrót do domu, a w drodze łaja go za „zbyt gorący udział we wszystkim” i mówi, że kiedyś „zginie z tego powodu” oraz że „powinien się szanować”.
6 lipca
Lotta wciąż przebywa przy swojej chorej przyjaciółce. Tymczasem Werter opisuje, jak wiedząc, że wybierała się na przechadzkę z siostrami, spotkał ją umyślnie i poszli razem. Zatrzymali się przy ulubionej studni Wertera i mała Amalia przyniosła im wody. Kiedy druga siostra chciała odebrać jej kubek, ta zganiła ją, mówiąc, że kochana Lotta powinna pić pierwsza. Szczerość dziecka tak urzekła Wertera, że z miejsca je wycałował, dziewczynka jednak rozpłakała się, wierząc, że po takim pocałunku wyrośnie jej broda. Lotta kazała jej iść się umyć, mówiąc, że to pomoże. Młodzieniec zmieszał się i tym większego szacunku nabrał dla Lotty i jej życiowej mądrości. Kiedy zachwycony jej postępkiem opowiedział o nim pewnemu rozumnemu człowiekowi, ten nie podzielił jego entuzjazmu, lecz wyraził krytyczna opinię, że nie powinna była tak robić, gdyż uczy tylko dziecko zabobonów. Werter uważa jednak, że ludzie byliby szczęśliwsi, wierząc w złudzenia, zamiast żyć z pełną wiedzą o świecie.
8 lipca
Werter rozczula się nad sobą, powtarzając, że jest dzieckiem. Przytacza krótkie wydarzenie, kiedy przed odjazdem karety dwóch młodzieńców zabawiało Lottę rozmową, a ona patrzyła to na jednego, to na drugiego, na niego nie zwracając uwagi. Kiedy zrezygnowany wiódł wzrokiem za odjeżdżającą karetą, zdawało mu się, że dziewczyna wyjrzała, żeby go zobaczyć.
„…Ach! mnie? Drogi! Czepiam się tej niepewności! To moja pociecha. Może się za mną obejrzała! Może! Dobranoc! O jakimż jestem dzieckiem!”
10 lipca
Werter wyznaje przyjacielowi, że nie może powstrzymać się robienia głupich min, gdy ktoś wspomina o Locie. Drażni go, gdy ktoś pyta, jak mu się ona podoba, gdyż uważa za uwłaczające tak nędzne określenie. Uważa, że taka istota we wszystkich powinna wzbudzać zachwyt.
11 lipca
Stan zdrowia przyjaciółki Lotty pogarsza się, dlatego samą Lottę widuje rzadko, tylko u znajomych. Podczas spotkania opowiedziała mu ona, jak umierająca towarzyszka wezwała do siebie niedobrego męża i oświadczyła mu, że przez wszystkie lata, kiedy prowadziła dom, musiała dobierać pieniądze z kasy, wobec wyznaczonej jej przez niego zbyt skąpej pensji. Wyznała, że poszłaby z tą tajemnicą do grobu, gdyby nie troska o przyszłą gospodynię, która nie podołałaby utrzymaniu gospodarstwa z tak nikłych środków, a której on nie dałby więcej pieniędzy, argumentując, że pierwszej żonie tyle wystarczało.
13 lipca
Werter stwierdza, że widzi w oczach Lotty prawdziwe współczucie dla niego i jego losu. Ośmiela się podejrzewać, że dziewczyna go kocha. Ta świadomość bardzo podnosi jego samoocenę we własnych oczach. Jednak wobec jej ciepłych wypowiedzi o narzeczonym, znów popada w zwątpienie i rezygnację.
16 lipca
Werter opisuje, jak silne wrażenia wywołuje w nim obcowanie z Lottą i jej bliskość. Każdy przelotny dotyk przyprawia go o drżenie i nawet nie śmie myśleć, że mógłby poważyć się na zbytnią względem niej poufałość. Dla niego jest ona bezcielesna i czysta, niczym anioł.
„…Jest dla mnie święta. Wszelka żądza milczy w jej obecności.”
Lotta ma na niego ogromny wpływ. Jednym słowem lub prostą grą na fortepianie potrafi odmienić jego nastrój, rozproszyć cierpienia i wydobyć z rozpaczy.
18, 19, 20, 24 lipca
Werter boleje, kiedy nie widzi Lotty, posyła więc do niej umyślnego chłopca, żeby móc chociaż obcować z kimś, kto był w jej bliskości. Każdego ranka budzi się z nadzieją, że tego dnia ją zobaczy. Na prośby matki, żeby dopilnował ważnych spraw, reaguje rozdrażnieniem, zauważając ich małość wobec ważniejszych dla niego kwestii. Na napomnienia przyjaciela, żeby nie zaniedbywał rysunku, odpowiada z kolei, że nie może tworzyć, choć jest teraz wrażliwszy na piękno i odczuwanie natury niż kiedykolwiek. Szczęście jednak rozprasza i osłabia jego wyobraźnię tak, że obrazy ulatują mu sprzed oczu. Próbował rysować Lottę, ale za każdym razem skończyło się to niepowodzeniem.
26, 28 lipca
Werter zwraca się do Lotty, że będzie dla niej robił wszystko, cokolwiek mu zleci, prosząc jednocześnie, by nie używała piasku do wysuszania atramentu, gdyż kiedy całuje kartki od niej, później piasek chrzęści mu w zębach.
Wielokrotnie obiecywał sobie nie widywać jej tak często, lecz zawsze znajduje jakiś powód, żeby do niej zajrzeć. Lota działa na niego jak magnes.
30 lipca
W związku z przyjazdem narzeczonego Lotty, Werter chce odjechać. Nieznośną jest mu myśl, że ktoś inny może być w posiadaniu jej doskonałości, zwłaszcza, że jak sam przyznaje, Albert to „dzielny, kochany chłop, którego nie można nie lubić”. Ceni w nim spokój, który jego własnej naturze jest obcy, a także jego oddanie i szacunek, jakim darzy Lottę. Werterowi wydaje się, że i on jest do niego przychylnie nastawiony, w czym upatruje rękę Loty, której jako kobiecie wygodnie jest mieć blisko adoratorów, którzy pozostają w dobrych stosunkach. Nie wie, czy narzeczony nie robi jej wyrzutów o niego, ale sam nie może odnaleźć się w sytuacjach, kiedy są we troje, wypatrując chwil, żeby zastać ją samą. Swoje rozczarowanie próbuje pokryć sztuczną wesołością i sarkazmem, czym przeraża Lottę. Zdaje sobie sprawę, że ani teraz nie ma, ani nigdy nie miał żadnych praw do dziewczyny, ale perspektywa zjawienia się Alberta była tak odległa, że w ogóle o tym nie myślał. Wie, że powinien zrezygnować, ale nie potrafi tak po prostu przestać jej widywać.
8 sierpnia
Werter ma świadomość, że powinien rozstrzygnąć w jakiś sposób sprawę z Lottą, lecz nie może się zdobyć na żaden krok. Wie, że wplątał się w tę sytuację na własne życzenie, jednak rozumowe podejście nie pomaga mu w przezwyciężeniu uczuć.
10 sierpnia
Werter stara się znaleźć dobre strony swego położenia. Docenia, że jest kochany w rodzinie Lotty przez jej rodzeństwo, ojca i nią samą. Zaprzyjaźnia się też z Albertem, który podczas spacerów opowiada mu o przymiotach narzeczonej, o tym jak wydoroślała i spoważniała po śmierci matki, kiedy to spadł na nią obowiązek wychowania młodszych dzieci. Werter komunikuje też Wilhelmowi, że Albert zostanie na miejscu, gdyż otrzymał dobrą posadę i chwali jego uporządkowanie oraz gorliwość w interesach.
12 sierpnia
Pewnego razu, gdy Werter przyszedł pożegnać się z Albertem przed wyjazdem w góry, zwrócił uwagę na jego pistolety. Chciał je pożyczyć, na co Albert przystał pod warunkiem, że ten sam je nabije, gdyż po przykrym wypadku, jaki mu się kiedyś przydarzył, zawsze trzyma broń nienabitą. Przy okazji wywiązuje się miedzy nimi rozmowa na temat samobójstwa. Albert uważa, że to głupota i zwykła oznaka słabości, na co Werter unosi się, że jest wręcz przeciwnie, gdyż potrzeba nie lada odwagi, aby zrzucić pęta ograniczającego nas życia.
„– Natura ludzka – ciągnąłem – ma swe granice, może znosić radość, cierpienia, ból aż do pewnego stopnia i ginie, gdy tylko ten stopień przekroczy. Nie chodzi tu więc o to, czy ktoś jest słaby czy silny, tylko – czy może przetrwać miarę swego cierpienia, moralnego czy fizycznego, i uważam za rzecz równie dziwną mówić, że tchórzem jest człowiek, który sobie odbiera życie, jak byłoby niewłaściwe nazwać tchórzem tego, który umiera na złośliwą febrę.”
Emocjonalne argumenty nie przemawiają jednak do racjonalnie i praktycznie podchodzącego do życia Alberta. Werter opuszcza go więc rozdrażniony, w poczuciu braku wzajemnego zrozumienia.
15, 18, 21, 22 sierpnia
Werter czuje się potrzebny w domu Lotty. Ma dobry kontakt z dziećmi, lubi się z nimi bawić, podawać podwieczorek i opowiadać bajki. Jednocześnie zastanawia się, jak coś, co uszczęśliwia człowieka, może stać się źródłem jego cierpienia. Wspomina pierwsze wrażenia, jakie wywierała na nim okoliczna natura, której widok obecnie wywołuje w nim ból.
„…Bracie, tylko wspomnienie owych godzin sprawia mi ulgę; nawet ten wysiłek, by owe niewymowne uczucia przywołać, znów wypowiedzieć, wznosi moją duszę ponad nią samą i każe mi potem podwójnie odczuwać niepokój stanu, który mnie teraz przenika. Przed duszą moją rozsunęła się jakby zasłona i pole nieskończonego życia zamienia się teraz przede mną w przepaść wiecznie otwartego grobu.”
Jego cierpienie narasta. Kiedy budzi się rano, wybucha szlochem, gdy okazuje się, że Lotta rozwiewa się wraz z końcem snu. Popada w apatię. Nie może na niczym skupić myśli ani zabrać się do żadnego dzieła. Czasami myśli o podjęciu pracy, która może pomogłaby mu zapomnieć o nieszczęśliwym uczuciu, ale boi się, że to i tak nic nie da.
28 sierpnia
W dniu swych urodzin Werter dostaje od Lotty kokardę, o którą wielokrotnie ją prosił i poręczne wydanie Homera od Alberta &ndash by mógł je zabierać na przechadzki. Stara się cieszyć tymi przejawami życzliwości, ale jego uczucia zdominowane są przez melancholię i myśli o przemijaniu.
30 sierpnia
Werter gani się za głupią namiętność, która go owładnęła i której w żaden sposób nie może zwalczyć. Jego miłość do Lotty graniczy z obsesją. Musi ją widywać, a kiedy wypłacze przed nią swe cierpienia, czuje, że musi odejść. Wędruje wtedy godzinami przez lasy i zarośla, raniąc stopy i męcząc do granic przytomności. Ból fizyczny przynosi mu trochę krótkotrwałego wytchnienia, lecz nie widzi dla siebie innej nadziei na zakończenie męki niż śmierć.
3, 7 września
Werter podejmuje decyzję o wyjeździe. Tydzień później opisuje ostatni wieczór spędzony w towarzystwie Lotty i Alberta, których nie powiadomił o swoich planach. Rozmawiali w blasku księżyca o życiu wiecznym i o zmarłej matce Lotty, która była wspaniała kobietą, do której ona chciałaby być podobną. Wzruszony do głębi jej opowieścią o ostatnich chwilach ukochanej rodzicielki, Werter mówi, że jeszcze kiedyś się spotkają, odnajdą w zaświatach. Po rozstaniu długo płacze, ale wie, że decyzja o wyjeździe jest nieodwołalna i dumą napawa go fakt, że udało mu się nie zdradzić przed przyjaciółmi swoich zamiarów.
{3} Księga druga
20, 26 października 1771
Werter opisuje, że przebywa z posłem, dla którego wykonuje prace kancelaryjne. Współpraca ze zwierzchnikiem układa się nie najlepiej, ale kontakt z ludźmi dobrze mu robi, pozwala bowiem oderwać się od przykrych myśli. Pomału zadomawia się w nowym miejscu, poznaje też hrabiego C., z którym łączy go nić porozumienia.
24 grudnia
Osoba posła drażni Wertera. Jego opieszałość i pedanteria są źródłem wielu nieporozumień między nimi. Poseł jest również zazdrosny o dobre stosunki młodzieńca z hrabią, którego wiecznie krytykuje przed Werterem. Ten staje w jego obronie, co tylko pogarsza sytuację. Ponadto mierżą go drobnomieszczańskie stosunki i ciasna mentalność tamtejszych ludzi. Poznaje jednak miłą pannę von B., która także jest przyjezdna i nie pozbawiona całkiem naturalności, jak reszta tamtejszej społeczności. Odwiedza ją nawet u ciotki, u której się zatrzymała, jednak kobieta nie przypada mu do gustu, jako żałosny relikt swojej klasy.
20 stycznia 1772
List skierowany jest do Lotty. Werter opisuje jej swoją samotność pośród obcych, obojętnych mu ludzi. Życie płynie obok niego, a on nie ma siły, by w nim uczestniczyć. Stosunki panujące wokół niego są sztuczne i puste. Brak mu motywacji do jakiejkolwiek aktywności i bodźca, który nadałby jego życiu sens. W towarzystwie jest lubiany, gdyż odnosi się grzecznie do wszystkich, prawi subtelne komplementy, lecz podporządkowanie temu konwenansowi ciąży mu. Jedyną osobą, z którą łączą go szczere stosunki jest panna von B., której godzinami opowiada o Lotcie, a ona słucha z zachwytem i także ją już uwielbia. To wrażliwa istota, uwięziona koniecznością pomocy ciotce i swoją pozycją społeczną, podobnie jak Werter pragnącą wolności i prostego życia na łonie natury. Werter żałuje, że nie może być teraz z Lottą i jej rodzeństwem. Pyta też o Alberta.
8, 17 lutego
Stosunki w mieście obrzydzają Werterowi życie. W dodatku otrzymał od ministra naganę, po tym, jak niezadowolony z jego samowoli w załatwianiu niektórych spraw poseł złożył na niego skargę. W prywatnym liście minister jednak pocieszył Wertera, że rozumie jego wrażliwość i młodzieńczy zapał z jakim angażuje się w swoją pracę, zalecając mu jednocześnie skierowanie ich na pola, gdzie będą mogły się rozwijać i działać wiele dobrego.
20 lutego
Werter dziękuje w liście Albertowi, że ten oszukał go, nie uprzedzając o dacie ślubu, tylko informując o nim już po fakcie. Dzięki temu fotografia Lotty wciąż wisi na ścianie w jego pokoju. Prosi, by Albert nie miał mu za złe, że chce pozostać w sercu Lotty obok niego, gdyż myśl, że mogłaby o nim zapomnieć, jest dla niego piekłem. Pozdrawia serdecznie ich oboje.
15 marca
Werter żali się przyjacielowi, że znalazł się w bardzo przykrym położeniu, z powodu którego będzie musiał opuścić miasto, a wszystko przez to, że razem z matką upierali się, by przyjął stanowisko, które mu nie odpowiadało. Opowiada o zdarzeniu, jakie go spotkało na wieczorku u hrabiego C., na który przybyły „znakomitości” tutejszego towarzystwa. Werter, nie przepadając za snobistycznymi plotkarzami, chciał się oddalić, ale ponieważ zobaczył wśród gości także pannę von B., postanowił zostać. Zauważył jednak pewne skrępowanie z jej strony i z przerażeniem stwierdził, że jest ona taka sama jak reszta towarzystwa. Chcąc jednak znaleźć coś na jej usprawiedliwienie, towarzyszył jej w rozmowie, podczas gdy do sali napływały coraz to nowe osobistości. Między kobietami zaczęły się jakieś szepty, których nie uświadamiał sobie, zwracając uwagę jedynie na swoją towarzyszkę, do czasu, gdy podszedł do niego hrabia i odwołał go na bok. Wytłumaczył mu, że „towarzystwo jest niezadowolone z jego obecności”, dając jednocześnie do zrozumienia, że sam nie ma nic przeciw niemu, lecz zmuszony jest dostosować się do woli ogółu. Werter poprosił o wybaczenie niestosowności, jaką popełnił i odjechał podziwiać zachód słońca na wzgórzach. Kiedy wrócił na wieczerzę, gospodarz wyraził swoje współczucie z powodu przykrości, jaka spotkała go u hrabiego. Werter nic sobie z tej sprawy nie robił, lecz kiedy zauważył, że wszyscy w gospodzie na niego patrzą, poczuł się rozdrażniony. Teraz wszędzie mówią tylko o tym i gdziekolwiek nie pójdzie żałują go, co wprawia go we wściekłość, nie może bowiem znieść, że triumfują nad nim szuje, którym wydaje się, że mają prawo się nad nim wywyższać, ze względu na swoje mieszczańskie stosunki.
16 marca
Werter spotyka na spacerze pannę B., której robi wyrzuty o jej zachowanie u hrabiego. Ona szczerze odpowiada, że nie chciała go w żaden sposób urazić, widziała jednak, jak na nich patrzą i próbowała go ostrzec, zanim doszło do tego przykrego zajścia. Hrabia jest w pewien sposób zależny od osobistości, którym nie odpowiadało towarzystwo Wertera, nie mógł więc postąpić inaczej. Ją także z powodu jego towarzystwa spotkało wiele nieprzyjemności, musiała bowiem wysłuchać od ciotki, co też się o nim wygaduje, jak to jego pycha i wywyższanie nad innych zostały ukarane, i nie mogła stanąć nawet w jego obronie. Jej słowa tym bardziej zabolały Wertera, że wyczuł w nich szczere współczucie i wiele dałby, żeby móc się zmierzyć otwarcie z oszczercami, którzy go obmawiają.
24 marca
Werter złożył swoją dymisję na dworze i prosi przyjaciela, aby przekazał tę wiadomość jego matce w łagodnej formie. Wie, że obydwoje będą zawiedzeni, ale nie mógł już dłużej wytrzymać w tym miejscu. Ma za to zamiar skorzystać z propozycji pewnego zaprzyjaźnionego księcia, z którym dobrze się rozumieją, i spędzić wiosnę w jego posiadłości.
5, 9 maja
Werter, po otrzymaniu niechętnie udzielonej mu dymisji, opuszcza miasto, w którym dotąd przebywał. W drodze do książęcych dóbr odwiedza miejsce swego urodzenia. Z radością wita stare kąty, ze smutkiem zauważa zmiany. Okolice jego dawnego domu, z którymi wiąże się wiele pięknych wspomnień, pozostały jak dawniej, postanawia więc się tam zatrzymać. Aktualnie przebywa na książęcym zamku, z gospodarzem żyje w dobrych stosunkach. Nie ufa wprawdzie ludziom z otoczenia księcia i zauważa pewne niedostatki jego erudycji, ale poza tym czuje się tam dobrze.
25 maja, 11 czerwca
Werter zdradza, że miał zamiar udać się na wojnę, ale książę go od tego odwiódł. Mówi też, że nie może już dłużej u niego gościć, gdyż czas mu się dłuży, towarzystwo nudzi, musi więc wyruszyć na nową włóczęgę.
29 lipca
Werter chce być bliżej Lotty, wraca więc w drogie mu miejsce. Marzy, jakim szczęściem byłoby dla niego być jej mężem. Uważa, że byłby lepszym partnerem niż Albert, gdyż mimo całej jego miłości, brak mu tej tkliwości i wrażliwości, której Lotta potrzebuje, a którą Werter tak dobrze zna i rozumie.
4, 21 sierpnia
Werter odwiedza swoje ulubione miejsce na wzgórzu pod lipami i spotyka tam matkę dzieci, które kiedyś rysował i z którymi się bawił. Opowiada mu ona, że jej najmłodszy syn zmarł, a mąż powróciwszy ze Szwajcarii nie przywiózł spadku i ciężko się w drodze rozchorował. Werter wszędzie zauważa zmiany. Nic nie zostało z dobrych wspomnień czasów, kiedy spędzał pierwsze radosne chwile z Lotą. Zastanawia się, co by było, gdyby Albert umarł. Odgania od siebie te myśli.
3, 4 września
Werter nie pojmuje, jak ktoś inny może kochać Lottę, gdy on darzy ją tak wielkim uczuciem. Któregoś dnia spotyka parobka, który kiedyś ujął go opowieścią o swojej gospodyni. Dowiedział się od niego, że został wyrzucony ze służby po tym, jak zakochany w niej bez pamięci, w jakimś amoku chciał wziąć ją siłą, na którą to scenę przyszedł jej brat i niezwłocznie go oddalił. Mówi, że jego intencje wobec gospodyni były jak najszczersze, że pragnął się z nią ożenić, a i ona dawała mu pewne oznaki przychylności, że łączyła ich zażyłość, a tamta sytuacja była nieporozumieniem. Jej brat, nie lubiąc go i bojąc się utraty znacznej części majątku w wypadku ślubu siostry, nagłośnił cała sprawę wywołując taki skandal, że gospodyni nawet gdyby chciała, nie mogła go przyjąć z powrotem. Teraz ma nowego parobka i chodzą słuchy, że ma się za niego wydać, czego on chyba nie przeżyje. Werter jest do głębi poruszony jego historią i szczerością jego uczuć. To dla niego najlepszy dowód, że prości ludzie mogą doznać wzniosłej, nieszczęśliwej miłości, której on także doświadcza.
5 września
Werterowi wpadł w ręce czuły bilecik, który Charlotta napisała do męża. Przeczytawszy go, uśmiechnął się, a zapytany przez Lottę o przyczynę uśmiechu odpowiedział, że przez chwilę mógł mieć złudzenie, że słowa te pisane były do niego. To stwierdzenie rozdrażniło ją, nie mówił więc już nic więcej.
6, 12 września
Werter z żalem rozstaje się ze starym, znoszonym frakiem, w którym tańczył z Lottą na ich pierwszym balu i sprawia sobie nowy. Kiedy ją odwiedza, dziewczyna pokazuje mu nowego kanarka, który ją całuje i je jej z ust. On nie może patrzeć spokojnie na ten widok i czuje, że Lotta nie powinna prowokować jego wyobraźni i budzić w nim uczuć, które pogrzebał, choć z drugiej strony zdaje sobie sprawę, że dziewczyna ma do niego zaufanie, bo wie, jak bardzo ją kocha.
15 września
Werter wzburzony donosi o ścięciu starych orzechów na probostwie, na którym kiedyś gościli z Lottą, i o których opowiadał im staruszek proboszcz. Po jego śmierci jego miejsce zajął nowy duchowny, którego żona poważyła się na tak okrutny czyn, wywołując tą decyzją niezadowolenie wśród mieszkańców wsi. Werter szczerze jej za to nienawidzi.
10, 12, 19, października
Wertera martwi, że Albert nie wydaje się być po ślubie z Lottą tak zadowolony, jakby się tego spodziewał, czy też tak, jak sam byłby szczęśliwy, gdyby to on został jej mężem. Czyta teraz Osjana zamiast Homera. Czuje pustkę w sercu.
26, 27 października
Goszcząc u Charlotty, Werter słyszy jej błahą rozmowę z przyjaciółką, z którą wymieniają miejskie ploteczki. Uderza go łatwość, z jaką mówią o umierających znajomych. Rozgląda się po pokoju i zastanawia, czy będąc tam tak zadomowionym, jak stary mebel, jest w nim rzeczywiście potrzebny, czy przy całej życzliwości, jaką go tam darzą, odczuliby jego stratę. Dochodzi do wniosku, że człowiek tylko sam dla siebie może być źródłem miłości, gdyż nikt inny mu jej nie da.
30 października, 3 listopada
Werter cierpi, że nie może mieć tego, czego chce. Pragnąłby rzucić się Lotcie na szyję, ale wie, że jest to dla niego zakazane. Brak w nim chęci do życia, czuje, że nie jest tym samym człowiekiem, co niegdyś. Zasypia z pragnieniem, by nie zbudzić się rano. Nic nie potrafi wzbudzić w nim radości. Jest jak wyschła studnia.
8, 15 listopada
Lotta wyrzuca mu jego wybryki. Napomina go i każe o sobie pamiętać, kiedy widzi, jak pije on bez opamiętania. Werter, choćby chciał, nie potrafi jej zapomnieć, ponieważ ona sprawuje nad nim całkowitą władzę. Dziękuje Wilhelmowi za rady, mówi jednak, że musi wszystko wycierpieć i że nie potrafi znaleźć pociechy w religii. Czuje, że zbliża się do przepaści, z której nie ma siły się wydźwignąć.
21, 22, 24, 26 listopada
Werter żyje każdą oznaką sympatii ze strony Lotty. Wie, że nie może jej mieć, że jego rojenia są śmieszne, ale widzi też, że ona współczuje mu jego cierpień i to daje mu nadzieję. Obiecał sobie, że nigdy nie poważy się przekroczyć granicy bliskości, jaka ich obowiązuje. Zastanawia się, czy ktokolwiek kiedyś doświadczał takich męczarni.
30 listopada
Werter spotyka na spacerze dziwnego człowieka, który czegoś szuka. Zagadnięty przez niego, człowiek odpowiada, że obiecał bukiet swojej królowej, ale nigdzie nie może znaleźć kwiatów, które zawsze tu były. Werter mówi mu, że to nie pora na kwiaty, zauważając jednocześnie niezwykłe zachowanie i wygląd rozmówcy, który opowiada, że kiedyś był szczęśliwy, a teraz przez to, że jest biedny, nie może być ze swą wybranką. Nagle nadchodzi jakaś kobieta, jak się okazuje matka mężczyzny. Wyjaśnia Werterowi, że jej syn cierpi na pomieszanie zmysłów, a ów wspaniały okres, który tak rozpamiętuje, przypada na czas jego pobytu w domu wariatów, kiedy nie był świadomy, co się z nim dzieje. Werter zazdrości mu jego spokoju, melancholii i nieświadomości własnego stanu, gdyż sam czuje podobnie, tyle że zdaje sobie z tego sprawę. Pragnie powrócić do Boga, który się od niego odwrócił.
1 grudnia
Okazuje się, że szaleniec spotkany przez Wertera był pisarzem u ojca Lotty, i to nieszczęśliwa miłość do niej doprowadziła go do takiego stanu. Po tym jak wyznał skrywane uczucie został oddalony ze służby. Werter dowiaduje się o tym od Alberta.
4, 6 grudnia
Podczas jednego wieczoru, kiedy Lotta zagrała dawną melodię, którą grywała Werterowi jeszcze przed przyjazdem Alberta, w młodzieńcu odżyły wszystkie wspomnienia i zawiedzione nadzieje. Nie mogąc wytrzymać bólu przepełniającego jego serce, kazał jej przestać, na co ona, przyglądając mu się uważnie, oznajmiła, że jest bardzo chory, skoro nie podobają mu się ulubione niegdyś rzeczy i że powinien odejść, uspokoić się. Werter ucieka od niej, jednak cały czas nie może pozbyć się jej widoku sprzed oczu. Jej postać prześladuje go stale, w dzień i w nocy, każda myśl jest nią przesiąknięta. Werter nie może sobie już tym poradzić, brak mu sił, by walczyć.
{4} Wydawca do czytelnika
W tym miejscu następuje komentarz Wydawcy, który tłumaczy, że z braku wystarczającej ilości listów musi sam dopowiedzieć ostatnie dni bohatera, na podstawie rozmów przeprowadzonych z ludźmi, którzy dobrze znali jego dzieje. Dołącza do tego ostatnie zapiski pozostałe po zmarłym, podkreślając ich wagę dla poznania motywacji, które pchnęły jednostkę niepospolitą do takiego czynu.
Dowiadujemy się, że Werter popadał w coraz większy smutek i apatię, stając się coraz bardziej przykrym towarzyszem dla otoczenia. Świadkowie twierdzą, że stosunek Alberta do niego był niezmienny od pierwszych chwil poznania, tym bardziej niesprawiedliwe wydawały się zarzuty Wertera pod jego adresem. Uważał on bowiem, że mąż za mało kocha Lottę i nie dość ją czci. Albert zezwalał przyjacielowi na wizyty w swoim domu, przez delikatność zostawiał go nawet samego z żoną, czując, że jego obecność jest Werterowi przykra. Pewnego razu zdarzyło się nieszczęście, o którym Werter dowiedział się, odwiedzając Lottę u jej chorego ojca. We wsi znaleziono zabitego parobka, który służył u pewnej wdowy, od której wcześniej oddalono innego. Werter od razy domyślił się sprawcy w dawnym towarzyszu rozmów i natychmiast pobiegł do wsi, gdzie przekonał się o słuszności swoich podejrzeń. Prowadzony przez żandarmów parobek powiedział mu, że skoro on nie mógł mieć ukochanej wdowy, to ona także nie będzie miała innego. Wydarzenie to wstrząsnęło duszą młodzieńca. Współczuł ogromnie nieszczęśnikowi i rozumiejąc motywację jego czynu, postanowił się za nim wstawić u komisarza. Ojciec Lotty nie przyjął jednak jego argumentów, będących przejawem bezprawia i anarchii, a Albert poparł go w tym. To obudziło jeszcze większą niechęć Wertera do męża Lotty, a i on podczas samotnego z nią spaceru wyznał, że nieszczęsna namiętność przyjaciela zaczyna mu ciążyć i że powinna ona ograniczyć jego nazbyt częste odwiedziny. Lotta odpowiedziała na to milczeniem, które dotknęło Alberta. Więcej też o tym nie rozmawiali. Tymczasem nieudana próba ocalenia bliskiego duchem człowieka bardzo źle działała na Wertera. Doszły w nim do głosu wszystkie sprzeczności jego natury i sytuacji, w jakiej się znajdował, prowadząc go do coraz większego skłócenia z samym sobą i decyzji o skończeniu swego życia. Jego nastrój oddają ostatnie zachowane listy.
12 grudnia
Werter czuje się opętany. Błąka się po nocy i obserwuje wezbraną rzekę, która wylała, niszcząc wszystkie drogie mu miejsca, w których spędzał czas z Lottą. Patrząc na gwałtowny żywioł ma ochotę rzucić się w bystry prąd, ale nie może, czując, że to jeszcze nie ta chwila. Nie boi się śmierci.
14 grudnia
Werter, choć ma czyste intencje wobec Lotty, w snach opętany jest pożądaniem. Pragnienie jej mąci mu zmysły. Czuje, że lepiej by było dla niego, żeby odszedł.
Wydawca wspomina jeszcze, że jego postanowienie o opuszczeniu świata było coraz silniejsze w tym czasie, jednak chciał on, żeby był to czyn w pełni przemyślany, rozważny i spokojny, a nie dokonany pod wpływem emocji. O tym, że był z tą myślą w pełni pogodzony, świadczy jego ostatni list do przyjaciela.
20 grudnia
Werter dziękuje Wilhelmowi za jego przyjaźń i zrozumienie. Nie chce jednak wracać do niego i do matki, chyba że okrężną drogą. Propozycji przyjazdu przyjaciela nie przyjmuje, prosi go o wstrzymanie się do czasu, aż sam go nie powiadomi w ciągu dwóch tygodni, gdyż jak tłumaczy, czas ma tu znaczenie. Prosi, aby matka się za niego modliła i żeby przyjaciel przeprosił ją za wszystkie troski, jakich syn jej przysporzył. Na koniec błogosławi ich i przesyła pozdrowienie.
Wydawca wspomina dalej, że Lotta chciała oddalić Wertera, aby udowodnić mężowi, że jest godna jego zaufania, ale zwlekała przez delikatność i wzgląd na rozchwianie emocjonalne Wertera. Wiedziała, że ciężko to zniesie. Kiedy przyszedł do niej w niedzielę przed świętami Bożego Narodzenia, oznajmiła mu, że ma dla niego podarek, ale wręczy mu go tylko, jeśli będzie grzeczny i odwiedzi ich dopiero w Wigilię. Słowa te bardzo go zabolały i wzburzyły. Nie mógł pogodzić się z faktem, że Charlotta nie chce go widzieć. Ona tłumaczyła mu, że to nieprawda, ale tak będzie dla nich lepiej, że jego uczucie do niej go gubi, że podejrzewa, iż jest obiektem jego uczuć jedynie dlatego, że należy do innego i wierzy, że na pewno znajdzie on kobietę godną swojej miłości, musi tylko dać sobie szansę. On traktuje jej argumenty jako zdroworozsądkowe rady, niemożliwe do spełnienia. Kiedy przychodzi Albert, atmosfera robi się jeszcze bardziej napięta i nieznośna, aż po chłodnym pożegnaniu Werter odchodzi do domu. Tam zamyka się w pokoju i płacze, a gdy w nocy przychodzi do niego służący, zakazuje mu wchodzić do siebie do pokoju, aż do jutra, do chwili, kiedy go zawoła. Rano pisze list do Lotty, który Wydawca przytacza fragmentami, zgodnie z chronologią z jaką powstawał.
Werter powiadamiał w nim o swoim zamiarze rozstania się z życiem, stwierdzając, że to już przesądzone i nie ma w tym cienia romantyzmu ani wzburzenia. Mówi, że noc po odejściu z ich domu utwierdziła go w mniemaniu, że musi się poświęcić, gdyż dalej tak we troje żyć nie mogą. Nieraz myślał o zabiciu jej męża czy jej samej, lecz w końcu podjął inną decyzję, i gdy będzie czytała ten list, jego już nie będzie. Prosi tylko, by go wspomniała czasem, gdy będzie przechodziła „ich” drogą i spojrzy w stronę cmentarza.
Po skończeniu pisania tego fragmentu, wydał służącemu polecenia załatwienia wszystkich spraw do wyjazdu, zapłacenia rachunków, pooddawania książek, spakowania ubrań. Sam pojechał do komisarza, z którym chciał się pożegnać, jednak go nie zastał. Pobawił się trochę z dziećmi, których serdeczność go wzruszyła i ze łzami w oczach odjechał. Po powrocie do domu polecił służbie pakować bagaże, sam zaś wziął się za pisanie dalszej części listu do Lotty, w którym zapowiedział, że odwiedzi ją jeszcze tego samego dnia, choć miał nie przychodzić przed Wigilią. Wtedy będzie już jednak po wszystkim.
Tymczasem Lotta coraz bardziej uświadamia sobie, jak ciężko jej będzie rozstać się z Werterem. Kochała swego męża, ceniła jego oddanie i solidność, z drugiej strony jednak czuła, że z Werterem łączy ją „podobieństwo duchowe”.
„…długotrwała znajomość z nim, niektóre przeżyte chwile wywarły w jej sercu tak niezatarte wrażenie! Dzieliła się z nim każdą ciekawszą myślą czy wrażeniem i czuła, że z chwilą rozłąki powstanie w duszy jej próżnia, której nic nie zdoła wypełnić. O gdybyż mogła w tej chwili zamienić go w brata! […] Gdybyż mogła ożenić go z którąś ze swych przyjaciółek, mogłaby ufać, że naprawi zupełnie swój stosunek do Alberta. […] Po tych rozważaniach dopiero odczuła głęboko, […] że jej serdecznym, tajemnym życzeniem jest zatrzymać go dla siebie, a jednocześnie mówiła sobie, że nie może, nie wolno jej zatrzymać Wertera.
Rozmyślania jej przerwało niespodziewane przyjście Wertera. Lotta, zmieszana, nie wiedziała jak się zachować. Z jednej strony nie chciała z nim zostawać sam na sam, była zła, że nie dotrzymał obietnicy, z drugiej wolała jednak, by nikt im nie towarzyszył. Wobec tego, że gra na fortepianie jej nie szła, poprosiła Wertera, by przeczytał swój przekład Osjana, którego dotąd nie miała okazji usłyszeć. Werter ze wzruszeniem w głosie czytał o tragicznych dziejach bohaterów, aż przerwał mu szloch Lotty. Oboje, będąc pod wpływem silnych emocji, czując zbieżność własnych losów z opisaną historią, płakali gorąco, tuląc się do siebie. Lotta, opamiętawszy się, prosiła go, by odjechał, lecz on przeczytał ostatni ustęp, mówiący o tym, że jutro już go nie będzie i owładnięty siłą tych słów, padł przed nią w rozpaczy. Ona, tknięta złym przeczuciem, „pochyliła się bolesnym ruchem ku niemu i ich płonące policzki zetknęły się”.
Świat zginął dla nich. Otoczył ją ramionami, przycisnął do piersi i pokrywał jej drżące wargi szalonymi pocałunkami. – Werterze! – wołała zdławionym głosem, odwracając się – Werterze! – i odpychała słabą dłonią pierś jego od swojej.
Opamiętawszy się, Lotta wybiegła z pokoju, mówiąc, że widzą się po raz ostatni. Werter nie śmiąc jej zatrzymywać, pragnie ją tylko pożegnać. Ona nie odpowiadała jednak, wobec czego, pozdrowiwszy ją „na wieki”, młodzieniec odjechał. Błąkał się długo po skałach w nocy, aż wrócił do domu przemoczony i bez pamięci. Służący zastał go następnego dnia, piszącego ostatni fragment listu do Lotty. Mówi w nim, że to już ostatni jego poranek na tej ziemi. Liczy, że złączą się ponownie po śmierci, choć z drugiej strony nie wyobraża sobie, jak mogłaby ona dla niego zniknąć. Wspomina o pogrzebie zmarłej przyjaciółki jego młodości i wstrząsającym wrażeniu, jakie na nim wywarł. Mówi, że nie rozumie, czym jest śmierć i grób. Prosi Lottę o przebaczenie jego zachowania poprzedniego dnia, ale dzięki niemu wie, że i ona go kocha. Przeczuwał to wcześniej, lecz wszystko przeminęło, gdy nie mógł jej mieć. Uważa, że grzechem jest to, że Albert jest jej mężem, tak samo jak grzechem jest jego miłość do niej, za którą się karze. Mówi, że idzie pierwszy do Boga, u którego spotkają się ponownie. Następnie pisze kartkę do Alberta z prośba o pożyczenie pistoletów na podróż.
Lotta także mało spała w noc po odjeździe Wertera. Miotały nią sprzeczne uczucia namiętności i niezadowolenia z siebie. Nie wiedziała, jak zachować się w stosunku do męża i co mu powiedzieć o zajściu z Werterem, zwłaszcza że nigdy nie miała przed nim żadnych tajemnic.
„…myśli jej wracały ciągle do Wertera, który był dla niej stracony, którego nie mogła się wyrzec, którego, niestety, musiała pozostawić samemu sobie i któremu, jeśli ją straci, już nic nie zostanie.”
Czuła, że między nią a mężem, wskutek drobnych nieporozumień i niedopowiedzeń, wytworzyła się obcość, że nie może rozmawiać z nim jak dawniej. W dodatku Albert gardził samobójstwem i nigdy nie uważał, aby czyn taki można było traktować poważnie, dlatego nie podzieliła się z nim swoimi obawami, kiedy wrócił z podróży. Nie miała odwagi wyznać mu, co zaszło między nią a Werterem, nawet kiedy przybył umyślny od niego z prośbą o pistolety. Pełna złych przeczuć, ociągając się, podała na polecenie męża broń chłopcu, aby zaniósł ją Werterowi, po czym wyszła z pokoju, targana wątpliwościami, czy zwierzać się ze swych obaw i prosić Alberta, aby poszedł do przyjaciela, czy milczeć. Tymczasem Werter dowiedziawszy się od posłańca, że sama Lotta podała mu pistolety, w radosnym uniesieniu dopisał dalszy ciąg listu do niej, dziękując w nim, że wspiera jego zamiar. Dalej napisał list do Wilhelma, żegnając się z nim po raz ostatni, a także do Alberta, w którym przeprosił go za zburzenie spokoju jego domu i tłumacząc, że kończy swe życie dla ich szczęścia. Następnie zniszczył resztę papierów po sobie, spakował ostatnie rzeczy i odesłał na spoczynek służącego. Po jedenastej wieczorem dopisał ostatnie słowa do Charlotty, w których prosił, aby pochowali go przy jego ulubionych lipach, w kącie cmentarza, w ubraniu, które ma na sobie, ze wstążką, którą od niej dostał i ma teraz w kieszeni fraka. Każe pozdrowić i ucałować jej rodzeństwo, pozdrawia ją samą i prosi, by była spokojna. O północy kończy list słowami, że pistolety są nabite i nadeszła pora ostatecznego pożegnania. Ponoć jeden z sąsiadów słyszał wystrzał, ale nie zwrócił na niego większej uwagi.
Następnego dnia o szóstej rano konającego Wertera znalazł służący i natychmiast pobiegł po lekarzy i Alberta. Na wiadomość o nieszczęściu Lotta zemdlała. Gdy przybył lekarz, zastał nieszczęśnika jeszcze dyszącego, ale bez przytomności. Wszyscy byli wstrząśnięci tym, co zaszło. Bracia Lotty i jej ojciec w rozpaczy żegnali umierającego. Albert był zdruzgotany. Dzięki zaleceniom starego komisarza udało się zapobiec zbiegowisku i po śmierci Wertera, która nastąpiła w południe, pochowano go nocą w miejscu, które sam sobie wybrał.
Stary razem z synami szedł za trumną. Albert nie mógł. Obawiano się o życie Lotty. Trumnę nieśli rzemieślnicy. Konduktowi nie towarzyszył żaden duchowny.
uCdsm9 gfcukzyblxov, [url=http://mpcnhceexgmw.com/]mpcnhceexgmw[/url], [link=http://ssopbgukwnxy.com/]ssopbgukwnxy[/link], http://bnibthglekna.com/