„Ferdydurke” jest powieścią napisaną z perspektywy Józia, głównego bohatera i jednocześnie narratora. Józio budzi się któregoś dnia i choć jest trzydziestoletnim mężczyzną, tylko wygląda on na dorosłego człowieka. W rzeczywistości cierpi z powodu swojej niedojrzałości, czuje się chłopcem, chłystkiem. Nie pomaga my w tym fakt, że nagle w jego domu pojawia się belfer Pimko, który zaczyna traktować go jak małego chłopca i chce zapisać do szóstej klasy. Józio próbuje bronić się przed nauczycielem, udowodnić swoją dorosłość, lecz ten przytłacza go i zmusza do zachowywania się jak uczeń. Zabójcze Pimkowe „cip, cip, pupcia, pupcia” wtłacza bohatera w szkolny mundurek.
Do szkoły przychodzą również inni uczniowie, którzy, podobnie jak Pimko, nie dostrzegają wieku Józia. Sami próbują poprzez przekleństwa i grubiańskie dowcipy zamanifestować swoją dorosłość, lecz Pimko w swojej belferskiej przemowie i tak udowadnia, że młodzież jest „skromna i niewinna”. Po wyjściu profesora wśród uczniów wybucha konflikt. Część z nich zbiera się wokół Miętusa i okazuje swój cynizm, zepsucie oraz przynależność do świata dorosłych. Na czele drugiej grupy stoi Syfon. Hołduje on niewinności, szlachetności oraz szczytnym ideałom. Konflikt zaognia się, Miętus stara się przekleństwami i świntuszeniem zbrukać niewinność Syfona, który broni się wypowiadając idealistyczne frazesy o dziewczętach i chłopiętach oraz śpiewając podniosłego „Marsza Sokołów”. Dzwonek na lekcje zmusza walczące grupy do pójścia do rozejścia się.
Rozpoczyna się lekcja języka polskiego z profesorem Bladaczką. Temat brzmi następująco: „Dlaczego Słowacki wzbudza w nas miłość i zachwyt?” Na to pytanie nauczyciel ma gotową odpowiedź: „dlatego, że Słowacki wielkim poetą był”, którą stara się wpoić swoim uczniom. Wśród nich znalazł się Gałkiewicz, który odważnie wyznał, iż jego Słowacki nie zachwyca. Przerażony Bladaczka usiłuje zmusić go do zmiany zdania. Całą sytuację ratuje Syfon, który zaczyna recytować poemat. Wszyscy czekają na dźwięk dzwonka kończącego lekcję.
Po dzwonku wśród uczniów znowu powraca konflikt. Miętus postanawia „zgwałcić, uświadomić Syfona przez uszy”. Józio próbuje odwieść Miętusa od spełnienia jego zamiarów, uważaa, że ten konflikt potęguje sztuczność uczniów i szkoły. Nie udaje mu się to jednak – Miętus wyzywa Syfona na pojedynek na miny, a Józio przyjmuje rolę superarbitra.
Kolejną lekcją jest lekcja łaciny, do której nikt poza Syfonem nie jest przygotowany. Kolejni uczniowie „wyrwani do tablicy” nie mają pojęcia o łacińskich deklinacjach i nie potrafią przetłumaczyć tekstu Cezara. Nauczyciel jest bardzo tym zdenerwowany, ponieważ uważa, że łacina kształci inteligencję, rozwija intelekt, wyrabia charakter oraz wszechstronnie doskonali. Po raz kolejny wyłamuje się Gałkiewicz – głośno mówi, że jego łacina nie rozwija. Cała sytuację, również po raz kolejny, ratuje Syfon, recytując głośno tekst Cezara.
Do zapowiedzianego pojedynku na miny dochodzi podczas przerwy. Grymasy Miętusa są odrażające i sprośne, miny Syfona zaś uduchowione. Pojedynek kończy się szamotaniną, w której Miętus „gwałci Syfona przez ucho” – wykrzykuje mu do ucha sprośne, „uświadamiające słowa”. Zwycięstwo Miętusa jest pozorne. Obaj walczący byli niedojrzali, „podszyci dzieckiem”, a ich walka była tylko zabawą młokosów. Całość obserwuje belfer Pimko.
Pojedynek na miny zakończył szkolny epizod Józia. Tok narracji został przerwany.
Kolejne dwa rozdziały – „Przedmowa do Filidora dzieckiem podszytego” i „Filidor dzieckiem podszyty” – są intermedium nie związanym z akcją utworu. „Przedmowa” to esej, w którym autor wyraża swoje poglądy na temat pisarstwa, sztuki, kultury i formy. Tytułowy bohater noweli „Filidor dzieckiem podszyty” jest profesorem syntetologii uniwersytetu w Leydzie. Jego metoda naukowa to dodawanie i mnożenie plus nieskończoność. Jego przeciwnikiem jest profesor Wyższej Analizy, który nosił tytuł anty-Filidora i działał poprzez „rozkład osoby na części za pomocą rachowania, a w szczególności za pomocą prztyczków”. Profesorowie ścigali się wzajemnie po całym świecie, aż w końcu doszło do ich spotkania. Pojedynek między sobą rozpoczęli od walki na słowa. Anty-Filidor zaatakował słowem „kluski”. Filidor dokonał syntezy tego słowa i wyszło „klusek”. Zdenerwowany Analityk w odwecie zaatakował żonę Filidora, rozczłonkowując intelektualnie jej ciało na części. Zrobił nawet analizę moczu. Syntetolog nie potrafił przywrócić żonie wewnętrznej jedności, odwieziono ją do szpitala, gdzie rozkład postępował. Filidor w odwecie zaatakował kochankę Analityka – Florę Gente, która „nie poddawała się syntetycznym zabiegom profesora”. Dopiero rosnący stos złotówek przykuł jej uwagę i zsyntezował jej osobowość. Zwycięski Filidor został spoliczkowany przez Analityka. Doszło do pojedynku na pistolety. W pierwszym strzale Filidor nie trafił, Analityk zaś celowo strzelił w bok, trafiając żonę przeciwnika w mały palec. Filidor odpowiedział analogicznym strzałem we Florę Gente. Pojedynek zakończył się bezładnym „pukaniem” do wszystkiego, co się ruszało.
W rozdziale VI autor powraca do przerwanego toku opowieści. Pimko zabiera bohatera do państwa Młodziaków. Rodzina składa się z: ojca – nowoczesnego technokraty, jego żony, hołdującej wszystkiemu, co nowe, oraz córki Zuty – nowoczesna pensjonarka. Według profesora Pimki ta nowoczesna rodzina powinna wyleczyć Józia ze sztuczności spowodowanej udawaniem dorosłego. Najważniejszym lekarstwem ma być nowoczesna pensjonarka, która powinna go „uwięzić w młodości”. Zuta nie czuje żadnego respektu wobec Pimki i popisuje się swoją ignorancją. Główny bohater próbuje jej zaimponować, dorównać w nowoczesności, w rezultacie czego po prostu się zakochuje.
Na stancji u Młodziaków Józia odwiedza Miętus. Przynosi wódkę, jest ordynarny, napastuje służącą. Twierdzi, że tęskni do plebejskiego świata, do „prawdziwego parobka”.
Podczas obiadu u Młodziaków bohaterowi udaje się uwolnić od narzuconej mu gęby młodego dorosłego. Zutę nazywa „mamusią”, zachowuje się jak mały chłopiec, „babra się w kompocie”. Zuta jest poruszona, więc bohaterowi udało się naruszyć jej doskonałą formę nowoczesnej, uczuciowo obojętnej pensjonarki. Działa dalej poprzez „podglądanie i podsłuchiwanie”. Zawiązuje nawet skomplikowaną intrygę. Stojącemu przed domem Młodziaków żebrakowi każe włożyć do ust gałązkę. Żebrak stojący nieruchomo z gałązką w ustach jest absurdalny i groteskowy, stanowi zatem cios w uporządkowany świat Młodziaków, gdzie wszystko ma swoją przyczynę i skutek. Atmosfera zagęszcza się. Jako pierwszy ze swojej roli wypada inżynier Młodziak. Zaczyna dziecinnie zdrabniać słowa. Jego żona próbuje go powstrzymać, jednak nadaremnie. Później, podszywając się pod Zutę, Józio listownie zwabia na nocną schadzkę z nią jednocześnie Pimkę i Kopyrdę. Pragnie obu ośmieszyć i pozbawić Pimkę belferskiej maski.
Na randkę pierwszy przychodzi Kopyrda. Zuta wpuszcza go do pokoju. Po chwili przez okno wchodzi Pimko. W tym momencie główny bohater z okrzykiem „złodzieje” alarmuje Młodziaków o nocnych gościach. Wpadają oni do pokoju córki i zastają tam groteskową sytuację: stary Pimko jest ukryty w jednej szafie, młody Kopyrda w drugiej, Zuta udaje, że śpi, a żebrak z gałązką w ustach zagląda przez okno.
Bohaterowi w ten sposób udało się pognębić wszystkich. Pimko w kalesonach, stojący w szafie, nie może już przyjmować mentorskich tonów. Kopyrda jest skompromitowany, ponieważ poszedł na randkę razem ze swoim nauczycielem. Młodziakowie nie potrafią wyjaśnić całej sytuacji, a Zuta najzwyczajniej w świecie zaczyna płakać. Bohater wraz z Miętusem, który w końcu zgwałcił służącą, uciekają na wieś.
Po raz kolejny narracja zostaje przerwana, a autor w tym miejscu umieścił nowelę „Filibert dzieckiem podszyty”, w której przerwany mecz tenisowy dwóch championów przekształca się w osobliwy ciąg zdarzeń.
Józio z Miętusem uciekają na wieś. Miętus cały czas ogarnięty jest ideą pobratania się z parobkiem. Obaj trafiają do dworu wujostwa Hurleckich, gdzie bohater spędził dzieciństwo i gdzie ciągle postrzegany jest jako mały Józio. Na dworze między państwem a służbą panują feudalne stosunki. Podczas kolacji Miętus dostrzega młodego lokajczyka, parobka Walka, który ma zwykłą, naturalną „gębę”. Próbuje się do niego zbliżyć, lecz sytuację komplikuje Józio, uderzając Walka w gębę. Walek ucieka, Miętus biegnie za nim, stara się go ośmielić i namówić do podania ręki. W końcu skłania go, aby ten uderzył go w twarz. Ośmielona służba w obecności Miętusa rozmawia na temat państwa, kpi sobie z nich i szydzi. Wujostwo dowiaduje się o konszachtach Miętusa ze służbą, o brataniu się i podawaniu ręki. Są oburzeni, ponieważ jego towarzystwo zakłóciło panującą równowagę pomiędzy światem panów i chamów. W rezultacie wuj Konstanty wyrzuca Walka ze służby, przygotowuje również rewolwer do obrony. Atmosfera staje się bardzo napięta. Józio postanawia uciec, lecz Miętus nie chce zostawić parobka. Walek zostaje złapany przez wuja Konstantego w pokoju stołowym i oskarżony o próbę kradzieży sreber. Wuj Konstanty z Zygmuntem zaczynają po pańsku bić i tresować Walka, lecz pojawienie się Miętusa ośmiela parobka, który uderza w twarz Konstantego. Następuje ogólna bijatyka. Bohater ucieka porywając Zosię, chcąc w ten sposób wyzwolić się z niedojrzałości.
Powieść kończy się dwuwierszem:
„Koniec i bomba
A kto czytał, ten trąba”.