Kordian - Juliusz Słowacki


Streszczenie

Budowa:
Motto {1, s.str.1}
Przygotowanie {2, s.str.1}
Prolog {3, s.str.3}
Akt I
Scena I {4, s.str.4}
Scena II {5, s.str.4}
Scena III {6, s.str.5}
Akt II – Rok 1828. Wędrowiec
„Scena I” (James Park w Londynie) {7, s.str.5}
„Scena II” (klify Dover) {8, s.str.5}
„Scena III” (willa we Włoszech) {9, s.str.5}
„Scena IV” (Watykan, sala papieska) {10, s.str.6}
„Scena V” (szczyt Mont Blanc) {11, s.str.6}
Akt III – Spisek koronacyjny
Scena I {12, s.str.7}
Scena II {13, s.str.7}
Scena III {14, s.str.7}
Scena IV {15, s.str.8}
Scena V {16, s.str.9}
Scena VI {17, s.str.10}
Scena VII {18, s.str.11}
Scena VIII {19, s.str.11}
Scena IX {20, s.str.11}
Scena ostatnia {21, s.str.12}

Motto {1}
Słowacki opatrzył Kordiana mottem, zaczerpniętym z innego swojego utworu – Lambra. Jest to fragment pieśni, w której narodowy bard grecki zwraca się do swoich rodaków, zniewolonych przez tureckiego najeźdźcę (paralela do sytuacji Polski pod zaborami), zawierający formułę narodowej poezji, jako skarbnicy wartości, przechowującej tradycje i historyczną pamięć, a także podtrzymującej nadzieję na odrodzenie i zmartwychwstanie ojczyzny.

Przygotowanie {2}
Późną nocą, z 31 grudnia 1799 na 1 stycznia 1800 roku, w „chacie sławnego niegdyś czarnoksiężnika Twardowskiego w górach Karpackich” odbywa się zlot mocy piekielnych, na którym szatani planują przygotować wiek XIX, jako wiek upływający pod panowaniem zła (Szatan nie wie, że następne stulecie rozpocznie się dopiero za rok – 1 stycznia 1801 roku).
Szatan rozkazuje Mefistofelesowi opętać jakiegoś żołnierza, który jako jednostka prawa, stanowiłby cenną zdobycz dla piekła (aluzja do Kordiana, który w III akcie jest podchorążym) i zapowiada nadejście wielkiego dnia (powstania listopadowego) dla jednego z ludów (Polaków):
Samiż tylko rycerze ujdą nam bezkarni?
Słuchaj wśród narodów wiela,
Jednemu się ludowi dzień ogromny zbliża.
[...] Pomóż im – oni mają walkę rozpoczynać
Taką, jakąśmy niegdyś z panem niebios wiedli.
Oni będą się, modlić, zabijać, przeklinać.
Oni na ojców mogiłach usiedli
I myślą o zemsty godzinie.
Ten naród się podniesie, zwycięży, i zginie; [s.9-10 wg wydania GREGa]
Mefistofeles wpada na pomysł stworzenia temu narodowi przywódców, którzy poprowadzą go ku klęsce. Szatani mieszają w kotle różne mikstury, z których powstają kolejni wodzowie powstania. Są to: gen. Chłopicki (zarzut konserwatyzmu i nieudolności w prowadzeniu walk):
Stary – jakby ojciec dzieci,
Nie do boju, nie do trudu;
Dajmy mu na pośmiewisko,
Sprzeczne z naturą nazwisko,
Nazwijmy od słowa ludu,
Kmieciów, czyli nędznych chłopów. [s.11]
Dalej książę Adam Czartoryski (zarzut przesadnej ostrożności i pokładania zbyt dużych nadziei w dyplomacji):
Już gotowy! mimo czary
Wyszedł jakiś człowiek godny,
[...] Będą przed nim giąć kolana,
Jest to stara twarz Rzymiana
Na pieniądzu wpół zatarta.
Dajmy mu na pośmiewisko,
Sprzeczne z naturą nazwisko;
Ochrzcijmy imieniem Czarta. [s.12]
Później gen. Skrzynecki (zarzut braku umiejętności dowodzenia wojskiem, tchórzostwa, przyjęcia niekorzystnej strategii defensywnej oraz opieszałości):
Wódz! chodem raka przewini,
Jak ślimak rogiem uderzy,
Spróbuje – i do skorupy
Schowa rogi, i do skrzyni
Miejskiej zniesie planów trupy,
Czekając aż kur zapieje. [s. 12]
Następnie Julian Ursyn Niemcewicz (zarzut konserwatyzmu i braku odwagi):
Starzec, jak skowronek,
Zastygły pod wspomnień bryłą,
Na pół zastygłą, przegniłą.
Poeta – rycerz – starzec – nic,
Eunuch... [s. 13]
Dalej szatani tworzą tłum „wymuskanych rycerzy – ospalców” (powstańców) i „mowców plemię” (polityków), wśród których jest m. in. Joachim Lelewel (zarzut pustego teoretyzowania i niezdecydowania):
Paszczę myśli otwiera wciąż głodną,
Wiecznie dławi księgarnie i mole;
I na krzywych nogach się chwieje,
Jak niepewne rządowe systema.
Chce mówić; posłuchajmy, co na świat posieje?...
TWÓR (pokazując z kotła głowę)
Czy lepiej, kiedy jest król? czy kiedy go nie ma?... [s.14]
Na koniec z kotła na ziemię posłany zostaje gen. Krukowiecki (zarzut zdrady – podpisał akt kapitulacji, jako ostatni dowódca powstania):
Witajcie go! oto twór
Niszczyciel, jakby horda Nogajca.
On w stolicy owłada dział mur,
On z krwi na wierszch wypłynie – to zdrajca!
A gdy zabrzmi nad miastem dział huk,
On rycerzy ginących porzuci;
[...] Kraj przedany on wyda pod miecz. [s.15]
Nagle pojawiają się aniołowie, przepędzający czarcie zgromadzenie oraz Archanioł, proszący Boga o ocalenie „konającego ludu”:
Zmiłuj się nad nimi, Panie!
A Bóg rzekł: Wola moja się stanie... [s.15]

Prolog {3}
Składa się z wypowiedzi trzech Osób, z których każda prezentuje inną koncepcję poety i poezji. Pierwsza jest aluzją do Mickiewiczowskiego usypiania narodu, propagującego bierne oczekiwanie na zmartwychwstanie. Według niej poeta jest jednocześnie wieszczem i prorokiem, widzącym więcej niż zwykli śmiertelnicy. Stoi on na straży snu, który ma przynieść ukojenie udręczonemu narodowi. Z taką wizją zadań poezji polemizuje Druga Osoba, będąca reprezentantem oponentów Mickiewicza. Zarzuca ona Pierwszej, że jest fałszywym prorokiem, którego słowa skierowane do wrogów obracają się również przeciw samemu narodowi. Obydwa stanowiska zostają zanegowane przez Trzecią Osobę, która w poezji widzi nośnik tradycji oraz pamięci o narodowej potędze. Dzięki przechowywaniu tych wartości, może ona obudzić naród do walki i dać nadzieję na wyzwolenie.
Akt I
Scena I {4}
Wiejski dziedziniec. Piętnastoletni Kordian leży pod lipą, jego stary sługa, Grzegorz, nieopodal czyści strzelbę. Chłopak wspomina samobójczą śmierć przyjaciela, co staje się pretekstem do jego rozważań na temat sensu istnienia. Z jego wypowiedzi wynika, że jest osobą bardzo wrażliwą, o melancholijnej naturze. Doświadcza tzw. weltschmerzu (bólu świata), przejawiającego się apatią, biernością, poczuciem bezsensu egzystencji i nieprzystosowania do rzeczywistości:
Myśl śmierci z przyrodzenia w duszę się przelewa;
Posępny, tęskny, pobladły,
Patrzę na kwiatów skonanie,
I zdaje mi się, że mię wiatr rozwiewa.
[...]Otom ja sam, jak drzewo zwarzone od kiści,
Sto we mnie żądz, sto uczuć, sto uwiędłych liści; [s.18]
Brakuje mu celu w życiu, który nadałby jego istnieniu jakiś sens:
Boże! zdejm z mego serca jaskółczy niepokój,
Daj życiu duszę i cel duszy wyprorokuj... [s.18]
Wspomina także o nieszczęśliwej miłości, która go pochłania. Aby oderwać się od przykrych myśli, zwraca się do Grzegorza, który dla rozrywki i rozproszenia nudy opowiada mu bajkę o Janku, złym uczniu, spisanym przez wszystkich na straty, który zapytany raz przez króla, co potrafi, odpowiedział: „psom szyć buty” i tak został nadwornym szewcem dla królewskich chartów (podkreślenie wartości, jaką jest praca i okrycie swoich mocnych stron). Następnie Gerzegorz opowiada drugą historię, jak uczestniczył w wyprawie Napoleona do Egiptu i o słynnej bitwie pod piramidami, przed którą ukazał mu się Archanioł Michał (odnalezienie sensu życia w walce o słuszną sprawę, uświęconej boskim błogosławieństwem). Kordian zapala się myślą do marzeń o sławie zdobytej w boju, lecz szybko uznaje je za dziecinne mrzonki i oddala Grzegorza. Ten jednak opowiada mu jeszcze jedną historię, tym razem o więźniu Kazimierzu, który w rosyjskiej niewoli wsławił się bohaterskim czynem, poświęcając się za towarzyszy i narodową sprawę. Kordian choć zaciekawiony opowieściami, w żadnej z nich nie potrafi odnaleźć propozycji, która nadałaby sens jego życiu. Popada na powrót w melancholijne rozmyślania, które przerywa głos, wołającej go Laury.

Scena II {5}
Kordian i Laura spacerują w ogrodzie. Starsza dziewczyna traktuje z przymrużeniem oka zakochanego w niej chłopca, drwi z jego egzaltowanych uczuć, ma do niego pobłażliwy, ale jednocześnie opiekuńczy stosunek. Uspokaja go, kiedy ten za bardzo się unosi, mówiąc o swojej nieszczęśliwej miłości i braku szans na wzajemność. Próbuje skierować rozmowę na inne tory, wskazuje, że Kordian jest jeszcze bardzo młody i nie pozbawiony licznych zalet oraz talentów, że czeka go jasna przyszłość, ale on nie chce słuchać, lubując się w swoim rozgoryczeniu. Kiedy po jej odejściu zostaje sam, rozważa popełnienie samobójstwa, poczym wychodzi z ogrodu z pistoletem w dłoni.

Scena III {6}
W nocy Laura zastanawia się, czy nie potraktowała Kordiana zbyt surowo. Niepokoi się, że chłopak jeszcze nie wrócił. Przegląda sztambuch i mimowolnie odczytuje wiersz wpisany dla niej jego ręką. Utwór przepełniony jest goryczą i wyrzutami, sugerującymi, że jeśli Laura kiedykolwiek będzie go wspominać i płakać, to nie będzie w tym jego winy. Lekturę przerywa tętent konia, dobiegający zza okna. Laura spostrzega, że koń powrócił bez jeźdźca, pyta więc pokojówkę, o Grzegorza, chce bowiem, żeby wyruszył on na poszukiwania Kordiana, ale w tym samym momencie stary sługa wchodzi z wiadomością, że stało się nieszczęście – „panicz się zastrzelił”.

Akt II – Rok 1828. Wędrowiec
(składa się z jednej sceny, w trakcie której następuje pięciokrotna zmiana miejsca akcji)
„Scena I” {7}
Kordian siedzi pod drzewem w James Parku w Londynie. Kontempluje piękno okolicy i wspomina, jak kiedyś marzył o odległych miejscach, które teraz może oglądać w rzeczywistości. Nawiązuje też do swojej nieudanej próby samobójczej, po której została mu blizna:
Chciałbym bliznę Kaima zmazać z mego czoła:
Pierwszy wzrok ludzi czoło samobójcy bada... [s.35]
Rozmyślania przerywa mu Dozorca, pobierający opłatę za korzystanie z parkowych krzeseł. Wskazuje on na wartość pieniądza, dzięki któremu można kupić wszystko (władzę, pozycję, szlachectwo) oprócz szczerej przychylności ludzi.
„Scena II” {8}
Kordian siedzi na klifie w Dover i czyta Króla Leara. Składa hołd Szekspirowi, który potrafił stworzyć doskonały świat w poezji. Uświadamia sobie jednocześnie bolesny rozdźwięk między poetycką kreacją, a rzeczywistością.
„Scena III” {9}
Kordian rozmawia ze swoją kochanką, piękną Włoszką Wiolettą. W namiętnym uniesieniu pyta kilkakrotnie, czy dziewczyna go kocha. Choć Wioletta zapewnia go o swoim uczuciu, Kordian wyczuwa w nim obłudę, gdyż kochanka bardziej niż na pocałunki zwraca uwagę na perły, sypiące się z rozerwanego przez niego naszyjnika. Chcąc wypróbować siłę jej miłości, oznajmia jej, że jest bankrutem, a dane jej uprzednio klejnoty przegrał w karty. Wioletta rozgoryczona chce go zostawić, kiedy jednak dowiaduje się, że koń, na którym ma odjechać Kordian, podkuty jest złotymi podkowami, postanawia udać się wraz z nim w podróż. Podczas jazdy zwierzę pada i wtedy kochanek oznajmia dziewczynie, że koń zgubił podkowy, gdyż specjalnie były słabo przykute. Rozwścieczona Wioletta odchodzi drogą, którą przyjechali w nadziei, że odnajdzie złoto, udowadniając tym samym nieszczerość swoich uczuć i rozwiewając ostatecznie złudzenia Kordiana co do miłości.
„Scena IV” {10}
Kordian przybywa na audiencję do Papieża, prosząc o modlitwę za swój umęczony naród i pobłogosławienie garści polskiej ziemi. Papież w odpowiedzi zbywa przybysza konwencjonalną rozmową o zabytkach i radzi Polakom „modlić się, czcić cara i wierzyć”. Poleca też poskromić ich rewolucyjne zapędy (aluzja do powstania). Kordian rozczarowany obojętną postawą Papieża i tym co od niego usłyszał, odchodzi, podczas gdy głowa kościoła katolickiego grozi jeszcze, że rzuci na naród polski klątwę, jeśli ten nie podporządkuje się carowi.
„Scena V” {11}
Kordian, stojąc na szczycie Mont Blanc, wygłasza monolog, będący aluzją i zarazem polemiką z Wielką Improwizacją z III cz. Dziadów. Kordian, podobnie jak Konrad, jest przekonany o własnej wyjątkowości i potędze i podobnie jak on chce „władać czuciem”:
Jam jest posąg człowieka, na posągu świata.
O, gdyby tak się wedrzeć na umysłów górę,
Gdyby stanąć na ludzkich myśli piramidzie,
I przebić czołem przesądów chmurę,
I być najwyższą myślą wcieloną...
[...] Mogęż siłą uczucia serce moje nalać,
Aby się czuciem na tłumy rozciekło,
I przepełniło serca nad brzegi,
I popłynęło rzeką pod trony – obalać?
[...] Mogę – więc pójdę! ludy zawołam! obudzę! [s.44]
Jednocześnie ogarnia go zwątpienie we własne siły, myśli nawet o samobójstwie. Po chwili jednak dochodzi do wniosku, że długo szukał swojego celu w życiu, aż w końcu odnalazł go w misji służenia ojczyźnie:
Uczucia po światowych opadały drogach...
Gorzkie pocałowania kobiety – kupiłem...
Wiara dziecinna padła na papieskich progach...
Nic – nic – nic – aż w powietrza błękicie
Skąpałem się... i ożyłem [...] [s.44]
Przedstawia swoją koncepcję winkelriedyzmu, nawiązującą do postaci legendarnego szwajcarskiego bohatera, który w czasie walki z Austriakami przyjął włócznie wroga na własną pierś, umożliwiając tym samym przełamanie oporu najeźdźcy. Swoje bohaterstwo przypłacił życiem, ale jego poświęcenie nie poszło na marne. Kordian porównuje Polskę do „Winkelrieda narodów”, gdyż tak jak on „poświęci się, choć padnie jak dawniej”. Wierzy, że dzięki swojemu wielkiemu zrywowi i poświęceniu, Polska umożliwi wyzwolenie innym ludom europejskim. Opowiada się za postawą aktywną – sam także chce służyć ojczyźnie, choćby miał to przypłacić życiem. Wygłaszając ostatnią kwestię, przyzywa chmury, które znoszą go ze szczytu Mont Blanc do uciśnionego kraju, aby tam oddał się sprawie narodowej.

Akt III – Spisek koronacyjny
Scena I {12}
Na Placu Zamkowym w Warszawie tłum gapiów oczekuje na koronację cara na króla Polski. Pośród zgromadzonego ludu toczą się rozmowy, oddające ówczesne nastroje społeczne. Jedni z zaciekawieniem przypatrują się strojnym damom i barwnemu carskiemu orszakowi, inni wiwatują na cześć przechodzącego cara. Jeden z żołnierzy krytycznie odnosi się do zaistniałej sytuacji, na widok koronacyjnej szabli mówiąc, że „dobrze cesarzowi, że polskie szablice śpią sobie na poduszkach”. Kiedy rozlega się rosyjski hymn, śpiewa zmienione słowa pieśni: „Boże, pochowaj nam króla” (zamiast oryginalnych „chroń”, „zachowaj”). Stojący obok Szewc upomina go, że zbyt zuchwale się wypowiada, nie bacząc na czających się wśród tłumu szpiegów. Zebrani żartują sobie z niskiego garbusa, pragnącego także coś zobaczyć i przegapiają moment wejścia cara do katedry. Lud rozchodzi się, przyłączając po drodze do hulanek i pijaństwa, towarzyszących ulicznym zabawom, zorganizowanym z okazji koronacji.

Scena II {13}
Wewnątrz katedry odbywa się koronacja cara Mikołaja I na króla Polski. Podczas całej sceny pada tylko jedna kwestia („Przysięgam!”), wypowiedziana przez cara nad księgą konstytucyjną. Co ciekawe, jest to najkrótsza scena w dziejach polskiego dramatu.

Scena III {14}
Zgromadzenie podobnie jak w scenie pierwszej. Po koronacji car udaje się wraz z orszakiem do pałacu. Lud żartuje, że teraz do posiłków będzie zjadał polskie prawa. Podczas przejścia carskiej świty dochodzi do przykrego incydentu. Wielki książę Konstanty odpycha starą kobietę, która upadając, upuszcza swoje dziecko na bruk. Wywiązuje się szamotanina z tłumem, poruszonym śmiercią dziecka i okrucieństwem władzy. Kobieta zostaje zabrana przez żandarmów, posępny lud częściowo się rozchodzi, a ci, którzy zostali, rzucają się na sukno, okrywające estradę, chcąc jak najwięcej wydrzeć dla siebie.
Ściemnia się, ludzie pomału wracają do domów. Gdzieniegdzie stoją jeszcze tylko przy beczkach garstki pijących. Do jednej z nich przyłącza się tajemniczy człowiek w czerni i zaczyna śpiewać pieśń spiskową, będącą aluzją do planowanego zabójstwa cara:
A gdy przyszło zmartwychwstanie,
Chrystus wino mienił w krew...
Jutro błyśnie jutrznia wiary,
Pijcie wino! idźcie spać!
My weźmiemy win puchary,
By je w śklanny sztylet zlać.
Niech ten sztylet silne ramię
W piersi wbije i załamie... [s.51]
Lud, zaniepokojony słowami pieśni, pospiesznie rozchodzi się do domów.

Scena IV {15}
W podziemiach katedry św. Jana, w których spoczywają szczątki królów polskich, odbywa się tajne zebranie spiskowców pod przewodnictwem sędziwego Prezesa. Wszyscy wchodzący są zamaskowani i wpuszczani zostają do lochów na hasło „Winkelried”. Prezes w rozmowie z Księdzem ujawnia swoje wątpliwości, co do zamiaru zgładzenia cara. Nie chce brać udziału w królobójstwie i pozwolić młodym, zapalczywym ludziom splamić się niehonorową, skrytobójczą walką z wrogiem:
Ludzie, stoję przed wami z osiwiałą głową
I powiadam: czekajcie! Moje oczy stare
Widziały wielkich mężów i mówię wam święcie,
Żeście wy niepodobni do nich! Jeśli wiarę
Boga chowacie w sercu? na Boga zaklęcie
Wzywam was, ludzie: Stójcie! i sztylety wasze
Zamieńcie na święcone w kościołach pałasze,
A kiedyś uderzemy w zmartwychwstania dzwony,
Tak, że odgłosem królów zachwieją się trony
Jak drzewa podrąbane. [s.56]
Polemizuje z nim Podchorąży, który podkreśla tragiczną sytuację, w jakiej znalazła się Polska, wołającą o pomstę do nieba. Nawołuje do zemsty na wrogach, której początkiem będzie zamach na cara, prowadzący w perspektywie do wyzwolenia narodu. Prezes studzi jego zapał, wspominając o karze Boskiej za grzech królobójstwa. Patrzy perspektywicznie i obawia się zemsty innych monarchii europejskich, mogących wystąpić przeciw Polsce w obronie absolutystycznego porządku, wobec której ojczyzna będzie bezbronna. Popiera go Ksiądz, odwodzący zebranych od popełnienia zbrodni morderstwa. Jeden ze spiskowych, Starzec, oferuje przyjąć na siebie ciężar krwi carskiej rodziny, przelanej za wolność ojczyzny i stanąć przed Bożym Sądem. Ksiądz zarzuca mu bluźnierstwo. Podchorąży dziękuje Starcowi za poparcie i apeluje do zebranych, aby mu zawierzyli i oddali przywództwo, a poprowadzi ich ku wyzwoleniu. Zapewnia, że nie pragnie dla siebie władzy, ani sławy, chce się jedynie poświęcić dla dobra narodu. Zagrzewa spiskowych do walki i odrzucenia wątpliwości. Podejmuje się sam zrealizować wyrok zgromadzenia, jeśli to go poprze. Prezes pozostawia młodym wolność wyboru, mówiąc jednocześnie, że sam z krwi umywa ręce. Podchorąży pyta, kto jest za nim, lecz w tym momencie pojawia się przy drzwiach ktoś nieznający hasła i zostaje zabity. Spiskowcy odkrywają szpiega i kopią dla niego grób. Prezes chce rozwiązać spotkanie, ale Podchorąży proponuje głosowanie, które rozstrzygnie, czy wśród zebranych przeważa zapał, czy trwoga. Spiskowi głosują kolejno, kładąc na stole grosz, jeśli są za ułaskawieniem cara, lub kulę, jeśli opowiadają się za jego śmiercią. Przeważającą większością (150 do 5 głosów) wygrywają zwolennicy zachowania cara przy życiu. Podchorąży nie może pogodzić się z porażką, zrzuca więc maskę wobec domniemanych zdrajców i oświadcza, że sam zabije cara. Zebrani rozpoznają w nim Kordiana i sami także się demaskują. Kordian obwieszcza, że tej nocy pełni w zamku wartę i zapisuje na kartce swój testament:
Narodowi
Zapisuję, co mogę... krew moją i życie,
I tron do rozrządzenia próżny. [s.65]
Nakazuje zebranym rozejście. W lochach pozostaje tylko on i Prezes, który ma wyrzuty sumienia, że przez niego chłopak zginie. Zauważa, że Kordian ma gorączkę i mówi jakby w obłąkaniu. Próbuje go odwieść od podjętego zamiaru. Jednak Kordian nie słucha starego człowieka, zarzucając mu brak zrozumienia dla młodzieńczego zapału. Zegar wybija jedenastą, podchorąży wybiega na pałacową wartę.

Scena V {16}
Kordian, pełniący straż w Zamku Królewskim, przemierza kolejne sale, kierując się w stronę sypialni cara z zamiarem jego zabicia. Po drodze wstrzymują go Strach i Imaginacja, będące projekcją wewnętrznych rozterek bohatera, ukazując mu różne widziadła (ożywające freski, pełzające węże, zakrwawioną koronę, czarta, trupy, widma, trumny itp.). Kordian coraz bardziej przerażony, przedziera się przez straszne mary, wciąż zdeterminowany w swoim postanowieniu, ale gdy jest już u wrót carskiej komnaty, pada zemdlony. Zbudzony hałasem car wychodzi z sypialni i potyka się o leżącego na posadzce żołnierza. Podejrzewa, że to jego brat, Wielki Książę, przysłał zamachowca. Budzi Kordiana, lecz nie udaje mu się od niego niczego dowiedzieć, wzywa więc straże i rozkazuje rozstrzelać niedoszłego zabójcę, o ile tylko nie jest on obłąkany.

Scena VI {17}
Kordian leży w gorączce w szpitalu wariatów. Odwiedza go Doktor, wręczający Dozorcy dukata zamiast przepustki. Wywiązuje się między nimi dyskusja na temat metod badania chorych. Dozorca chce się przekonać, czy Doktor słusznie odgadnie, który z pacjentów jest najbardziej szalony. Ten wskazuje Kordiana. Dozorca zaprzecza, mówiąc, że ten człowiek ma tylko gorączkę, lecz jego umysł jest zdrowy, zdrowszy nawet niż ich obydwu, a do szpitala trafił jedynie z wyroku cara, chcącego orzeczenia o jego stanie psychicznym. Doktor pragnąc utrzeć nosa zarozumiałemu Dozorcy, weryfikuje jego poglądy na temat racjonalnego myślenia, rozpalając szatańską mocą, trzymany przez niego dukat. Zdezorientowany Dozorca odchodzi, a Doktor przepowiada mu rychłe obłąkanie. Następnie rozpoczyna rozmowę z Kordianem, przedstawiając się, jako ten, którego widział on poprzedniej nocy, wychodzącego z carskiej komnaty (Szatan). Wypowiada się na tematy filozoficzne, egzystencjalne, ontologiczne, podważając powszechnie przyjęte prawdy i budząc sprzeciw młodzieńca. Kordian pyta go, czy nie zna człowieka, poświęcającego dla ludzi na wzór Zbawiciela. Doktor w odpowiedzi wskazuje mu dwóch wariatów, z których jeden myśli, że jest krzyżem, na którym cierpiał Chrystus, dlatego trzyma stale rozkrzyżowane ramiona, drugi zaś stoi z uniesioną w górę ręką, gdyż wydaje mu się, że podtrzymuje w ten sposób niebo przed runięciem. Kordian orzeka, że obaj są niespełna rozumu. Doktor dyskredytuje w ten sposób przekonania młodzieńca, o wartości chrześcijańskiej idei poświęcenia i wierze w możliwości jednostek wybitnych. Udowadnia tym samym, że jego zamiar zgładzenia cara i złożenia się w ofierze za naród, niczym nie różni się od rojeń obłąkanych. Kordian rozpoznaje w rozmówcy Szatana, chcącego zgładzić jego duszę i odebrać mu życiowy cel. Prosi Boga o wybawienie z czarciej mocy. W tym momencie wchodzi książę Konstanty z żołnierzami, aby zaprowadzić skazańca na egzekucję. Okazuje się, że Doktor zniknął, a w celi oprócz Kordiana nie ma nikogo.

Scena VII {18}
Na Placu Saskim w Warszawie odbywa się przegląd wojska. Żołnierze przyprowadzają przed oblicze cara bladego Kordiana. Wielki Książę Konstanty rozwścieczony, że oficer jego armii ośmielił się porwać na tak haniebny czyn, jak zamach na cara, początkowo chce go skazać na rozdarcie końmi, przed egzekucją jednak postanawia udowodnić bratu, że pochlebne opinie o odwadze Polaków nie były tylko pustymi deklaracjami. Rozkazuje ustawić piramidę z bagnetów, przez którą ma przeskoczyć na koniu Kordian. Książe obiecuje, że jeśli mu się uda, daruje mu życie, dumny żołnierz rezygnuje jednak z takiej łaski. Dopiero kiedy obaj z carem zarzucają Polakom tchórzostwo, Kordian decyduje się oddać bohaterski skok, z którego wychodzi bez szwanku. Zachwycony książę natychmiast ułaskawia żołnierza wbrew wcześniejszej decyzji brata. Kordian zostaje odprowadzony do łóżka, a car w tajemnicy przed Wielkim Księciem wydaje wyrok, skazujący zamachowca na rozstrzelanie.

Scena VIII {19}
W celi klasztornej zamienionej na więzienie Kordian spowiada się przed egzekucją. Towarzyszy mu stary sługa Grzegorz, do końca wierny swemu paniczowi. Kiedy ksiądz pyta skazańca, czy ten nie ma nic do przekazania potomnym, Kordian wyjawia, że nie ma nikogo. Ksiądz mówi, że taka samotność jest grzechem, podobnie jak żądza sławy i zapisania się w historii. Kordian żałuje, że nie zostawi po sobie na ziemi żadnego śladu, na co duchowny pociesza go, obiecując zasadzić różę, którą nazwie jego imieniem. Młodzieniec smuci się, że tylu rzeczy jeszcze w życiu nie doświadczył, poczym rozważając swoją samotność i brak zrozumienia ze strony ludzi, odcina się jednak od nich i od całej ziemi, identyfikując z wielkimi Polakami z przeszłości, do których podąża. Grzegorz wspomina pamiętną noc, kiedy jego panicz próbował popełnić samobójstwo i w wyroku śmierci widzi karę boską za tamten grzech. Kordian prosi go, aby jeśli będzie miał wnuka, nazwał go jego imieniem. Uspokojony, że zostanie po nim jakiś ślad na ziemi, żegna się z Grzegorzem i odchodzi prowadzony na rozstrzelanie.

Scena IX {20}
W jednej z komnat Zamku Królewskiego car rozmyśla nad planami podboju Europy i zniewoleniu jej ludów własnymi tyrańskimi rządami. Nagle do pokoju wbiega Wielki Książę, który dowiedział się o rozkazie rozstrzelania Kordiana i prosi cara, aby ten cofnął wyrok. Car jednak odmawia na złość bratu, powodując tym jego rozwścieczenie. Konstanty wypomina bratu, że to dzięki niemu jest carem, gdyż na jego rzecz zrzekł się tronu. Dochodzi do kłótni, w trakcie której obaj bracia obrzucają się wzajemnymi oskarżeniami, wypominając sobie najgorsze zbrodnie (ojcobójstwo, zsyłki, wstrzymywanie reform, posyłanie niewinnych żołnierzy na pewną śmierć, gwałt i morderstwo). Zarówno jeden jak i drugi ma dość dowodów, by zniszczyć przeciwnika. Car obawia się siły brata, dowodzącego armią, zdolnego podnieść przeciw niemu bunt lub zgładzić w przypływie wściekłości. Konstanty z kolei dobrze czuje się w roli dowódcy wojsk i w rzeczywistości wcale nie pragnie zajmować carskiego tronu, korzy się więc przed bratem, a ten w zamian podpisuje akt ułaskawienia Kordiana. Wielki Książę nakazuje adiutantowi jak najszybciej dostarczyć rozkaz wstrzymania egzekucji na Plac Marsowy.

Scena ostatnia {21}
Na Placu Marsowym lud obserwuje przygotowania do egzekucji. Zebrani komentują kolejno symboliczne odebranie Kordianowi szlachectwa, jego odmowę zawiązania oczu przepaską, przygotowanie żołnierzy do strzału. W tym momencie ktoś w tłumie krzyczy, że jedzie adiutant, ale wydający rozkaz oficer go nie widzi. Trzyma uniesioną w górze rękę, gotową do dania znaku ognia. W tym miejscu dramat się urywa, pozostawiając los bohatera nierozstrzygniętym.

div class="how_much clearfix">0
prezentacje maturalne